Teatr na ekranie | Rajski ogródek – spektakl dyplomowy 2001 | online 14-16 maja 2021 r.

14 maja 2021

Od 14 do 16 maja 2021 r. w cyklu Teatr na ekranie Teatr Polski we Wrocławiu zaprasza na internetowy pokaz telewizyjnej wersji przedstawienia dyplomowego studentów Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie: Rajski ogródek w reżyserii Pawła Miśkiewicza według utworów Tadeusza Różewicza.

Pokaz online dostępny od 14 maja 2021 r. (piątek), godz. 19:00, do 16 maja 2021 r. (niedziela), godz. 24:00

Przedstawienie będzie można obejrzeć za darmo na naszym kanale YouTube:

Tadeusz Różewicz
RAJSKI OGRÓDEK – SZKICE Z RÓŻEWICZA

Inscenizacja: Paweł Miśkiewicz
Adaptacja telewizyjna: Paweł Miśkiewicz, Lambros Ziotas
Kostiumy i współpraca scenograficzna: Katarzyna Paciorek
Zdjęcia: Arkadiusz Tomiak
Operator kamery i montaż: Witold Chomiński

Obsada:
Magdalena Boczarska, Magdalena Czerwińska, Joanna Liszowska, Katarzyna Strączek, Tomasz Augustynowicz, Krzysztof Dziób, Witold Huzior, Robert Koszucki, Mateusz Przyłęcki, Michał Rykowski, Tonia Dębogórska

Asystenci reżysera: Urszula Kiebzak, Lambros Ziotas
Charakteryzacja: Lidia Jargosz
Oświetlenie: Marek Żuczek, Andrzej Litwin, Jerzy Irzyk
Dźwięk: Monika Krzanowska
Udźwiękowienie: Jarosław Czernichowski, Witold Chomiński
Redakcja: Aleksandra Czernecka
Kierownictwo produkcji: Beata Merkowska-Golonka
Producent: Barbara Biel
Produkcja: Telewizja Polska (Kraków), Program 2 TVP SA 2003 r. 
Premiera: 15 czerwca 2003 r. 
Czas trwania: 70 minut
Premiera na scenie Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie 8 stycznia 2001 r. 

W spektaklu wykorzystano fragmenty sztuk Tadeusza Różewicza:
Grupa LaokoonaWyszedł z domuŚwiadkowie albo nasza mała stabilizacjaDzidzibobo czyli miłość romantyczna czeka już pod drzwiamiRajski ogródek oraz wiersz Na drodze mojego życia w wykonaniu Autora.

Wykorzystano utwory muzyczne:
Nim zakwitnie tysiąc różKosztowna nieobecność twojaŻonaPo co jest tak – słowa i muzyka Wanda Warska, Patrz ile nieba – słowa Agnieszka Osiecka, muzyka Wojciech Kilar, Daj mi od siebie coś, daj – słowa Wanda Warska, muzyka Włodzimierz Nahorny, Białe święta (White Christmas) – słowa i muzyka Irving Berlin, słowa polskie Wanda Warska, Wachet auf, ruft uns die Stimme – Johann Sebastian Bach, O Gott, du frommer Gott – Johann Sebastian Bach.

Tadeusz Różewicz

***

na drodze
mojego życia
która była prosta
a czasem
ginęła za zakrętem
ginęła za zakrętem
historii

były zawirowania

na drodze życia

którą szedłem
leciałem
kulałem
gubiąc po drodze
prawdę
której szukałem
w miejscach ciemnych

czasem na tej drodze
spotykałem
dzieci moich przyjaciół
moje dzieci

widziałem jak uczą się chodzić
słyszałem jak uczą się mówić

w ich oczach były pytania

tajemnicze dzieci
z obrazów
Wojtkiewicza
ukryte po kątach
słuchały naszych rozmów
o poezji malarstwie muzyce
czasem piszczały
uśmiechały się milczały

tajemnicze dzieci
z obrazów Makowskiego
płaskie pajacyki
z przyprawionymi
czerwonymi nosami
z gilem u nosa
uśmiechały się

traciliśmy pewność siebie
(„no i czemu się tak patrzysz?”)

byliśmy bardzo zajęci
i nagle
zobaczyliśmy że nasze dzieci
mają dzieci
że mają
klęski i sukcesy
że siwieją
pytają nas
„no i czemu tak się patrzysz?”
a my milczymy
kryjemy się po kątach

Rajski ogródek

Festiwale i nagrody

2001

VII Ogólnopolski Konkurs na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej:
Nagroda za reżyserię oraz dla całego zespołu za pracę w przedstawieniu

XIX Festiwal Szkół Teatralnych w Łodzi:
Nagroda zespołowa prezydenta Łodzi dla przedstawienia

IV Przegląd Współczesnego Dramatu w Zielonej Górze:
Wyróżnienie dla spektaklu

X Mittelfest Festival w Cividale del Friuli (Włochy)

III Kortárs Drámafesztivál w Budapeszcie (Węgry)

2002

Festival Theater der Welt w Bonn, Düsseldorfie, Duisburgu i Kolonii (Niemcy)

Ludwik:
Nagroda krakowskiego środowiska teatralnego w kategoriach: Najlepszy spektakl i Najlepsza reżyseria

2003

Rejestracja dla Teatru TV

Andrzej Wajda

Po premierze

Przez lata towarzyszyłem jako widz kolejnym inscenizacjom sztuk Tadeusza Różewicza i widziałem, poczynając od warszawskiej Kartoteki, wszystkie niemal znane dokonania w tej dziedzinie. A jednak spektakl Pawła Miśkiewicza ze studentami PWST w Krakowie zajmuje wśród nich całkiem specjalne i nadzwyczajne miejsce.

Tadeusz Różewicz w poszukiwaniu współczesności rozrzucił swoją Kartotekę, aby ponownie przybliżyć ją do widza. Podobny proces zastosował reżyser Rajskiego ogródka, wybierając z całej dramatycznej twórczości Różewicza fragmenty i dialogi, aby złożyć z nich całkiem nowy i niezwykły w swojej wymowie najbardziej Różewiczowski utwór sceniczny.

Nigdy nie przeżywałem, oglądając sztuki tego autora, takiej autentyczności dramatu, który płynie z nieustającego splątania wielkości, do jakich powołują nas nasza historyczna przeszłość i religijne zasady, oraz codziennej małości, opisanej przez Różewicza z niedoścignionym w polskim teatrze bólem i czułością. Myślę, że powołany przez Miśkiewicza utwór przyjmie się w naszym teatrze i będzie grywany również na innych scenach.

Życie tym niezwykłym scenom i dialogom dają studenci IV roku szkoły teatralnej, grający ponad wszelkie pochwały te nadzwyczaj złożone postacie. Zmieniający się rolami, tworzący zdumiewającą rodzinę Różewiczowskich ludzi dzisiejszych.

Reżyser pokonał tu trudny w szkolnych przedstawieniach problem wieku studentów. Fakt, że wszyscy są młodzi, w dziwny i trafny sposób pozwala staremu dziadkowi przedstawiać swoje poglądy prawdziwie, gdyż „nabył” je kiedyś w młodości.

Zachwyciła mnie również inscenizacja: trzy pokoje w amfiladzie, w każdym jak ołtarz domowego obrządku stoi stół, na którym pojawia się waza zupy – jedyne spoiwo rodzinnego współżycia. Trudno obmyślić coś równie trafnego dla stylistyki Różewicza.

W tym świecie pomiędzy stołem i składaną wersalką, oknem i fotelem ze stojącą lampą odbywa się to, co najważniejsze, całe nasze życie. Bohaterska przeszłość Dziadka, codzienne kłopoty Matki, nadzieje i bunty młodych. Dzidzibobo, które w czytaniu wydaje się skeczem, tutaj nabiera rozdzierającego do bólu wyrazu.

Dawno już nie widziałem podobnie doskonałego przedstawienia w naszym teatrze. Wśród młodych i tak wielce obiecujących reżyserów Paweł Miśkiewicz porzucił modne dziś przekomarzanie się z autorem i publicznością; z całą odpowiedzialnością wobec tradycji polskiego teatru realizuje Teatr Naszych Czasów, wierząc słusznie, że pomimo tak wielkich zmian politycznych, jakich dokonał nasz kraj, my Polacy pozostaliśmy tacy sami. Dlatego Różewicz mówi nam o naszym świecie sto razy więcej niż najmodniejsi niemieccy i angielscy autorzy.

„Didaskalia” 2001 nr 41

Elżbieta Baniewicz

Między anarchizmem a pustką

W 1962 roku powstał dramat Świadkowie albo nasz mała stabilizacja, atakowany za to, że legitymizował tak zgrabną formułą czasy Władysława Gomułki. I oto dziś młodzi aktorzy krakowskiej szkoły teatralnej przygotowali dyplomowe przedstawienie na podstawie fragmentów Małej stabilizacjiGrupy LaokoonaWyszedł z domu oraz trzech miniatur dramatycznych: Co tu macieDzidzibobo i Rajski ogródek. Jedno z najlepszych i najbardziej współczesnych, jakie widziałam ostatnio w teatrze. Paweł Miśkiewicz ułożył z tekstów napisanych w latach sześćdziesiątych bardzo zwarty scenariusz Rajskiego ogródka, odkrywając młodym ludziom i wraz z nimi uniwersalizm tego pisarstwa. Bezbłędny słuch poety na ludzką samotność, zagubienie, niemożność, zwłaszcza na nieumiejętność porozumienia się najbliższych sobie ludzi. Na zawinione i niezawinione kalectwo emocjonalne, bezbronność wobec życia, które okazuje się okrutniejsze, niż by być mogło.

Za czarną, przeźroczystą siatką trzy amfiladowo połączone pokoje. Jednakowo umeblowane: wersalka, stojąca lampa, stół z krzesłami, fotel, drzwi i okno z sączącym się zimnym światłem. Prosta multiplikacja daje efekt doskonałej metafory. To w takich właśnie ciasnych, pospolitych wnętrzach spełnia się nasze życie. Jego rytm wyznacza pojawiająca się na stole waza zupy pomidorowej, jedyne już bodaj spoiwo współczesnej rodziny, tej „najmniejszej komórki społecznej”, oraz rozkładana wersalka. Pomiędzy tymi podstawowymi meblami przeżywamy największe wzloty ducha i cierpienie, objawiamy heroizm i małość. Miotamy się między potrzebą wyartykułowania siebie a niemożnością znalezienia kontaktu z najbliższymi, między brutalnością a czułością.

Młodzi aktorzy prowadzeni przez Pawła Miśkiewicza doskonale czytają poetycką frazę Różewicza. Każda z mikroscenek to oddzielna opowieść o ludziach dzisiejszych w dniu swoim powszednim. Rozmowy żony i męża, kochanka i kochanki, rodziców z dziećmi, oplecione wokół zwyczajnych wydarzeń codzienności, to kolejne etiudy o fałszu tzw. stosunków rodzinnych. Niemal każde zdanie brzmi albo zbyt patetycznie, przemądrzale, albo głupio i nie składa się w żadną sensowną całość. Jak więc wokół sensu może skupić się rozmowa. „Kto nie może złożyć swego świata, żyje z dnia na dzień. Nawet się nie domyśla, że go nie ma” – pisał poeta w jednym z opowiadań.

Jego bohaterowie używają języka automatycznie, bez krytycznego namysłu, stąd przeistacza on uczucia i doznania w banał, w jakąś przerażającą, godną współczucia pustkę. Język dramatów Różewicza, będący usypiskiem cytatów i kryptocytatów z gazet, podwórka, ulicy, tradycji rodzinnych i literackich zastępuje myślenie postaci. Wyświechtane frazy kompromitują bohaterów, obnażają szczeliny między słowami a treścią, jakiej nie są w stanie przekazać. Ten rozziew rodzi frustrację ojca, zmęczenie matki, obojętność dzieci na wpajaną im tradycję, tzw. wyższe wartości, na bohaterska przeszłość Dziadka. Słowem, język rodzi bezbronność ludzi wobec siebie, jakąś przejmującą potrzebę i zarazem niemożność znalezienia autentycznego kontaktu.

Każdej z tych rodzinnych scenek w interpretacji młodych aktorów towarzyszy świadomość niedostosowania języka, jakim się posługują ich bohaterowie, do uczuć i myśli, jakie chcą wyrazić. Studenci doskonale rozumieją intencje poety, jego nieufność do słowa i uparty wysiłek, by język, który kłamie, zagarnia ludzi w swoje władanie, przekształcić mimo wszystko w powolne sobie narzędzie. To znaczy, używać go ze świadomością jego niedoskonałości krytycznie, bo tylko tak można zasypać przepaść między intencjami a ich urzeczywistnieniem. A to bardzo trudny sposób na życie, wręcz heroiczny. Wymagający codziennego wysiłku, gdyż w każdej sytuacji trzeba określać swój stosunek do słów, zjawisk, zadawać sobie pytanie, jakim się chce być człowiekiem. Nie każdego stać na bogate życie wewnętrzne, na własną kulturę uczuć. Nawet wysiłki w tej sprawie nie zawsze kończą się sukcesem. Znacznie łatwiej posługiwać się gotowymi formułami, wiedzieć lepiej, jak trzeba żyć i co trzeba myśleć. Wzorów dostarcza Polakom święty mit waleczności, zwalniając od tego codziennego wysiłku woli i myśli. Bez tego mitu niejako tracimy tożsamość, jakby poza walką z wrogiem nie można było stworzyć życia wartościowego.

Rajski ogródek Pawła Miśkiewicza w zgodzie z Różewiczem zaludniają anonimowi bohaterowie w zwyczajnych sytuacjach. Pospolitość, zwyczajność, komunał ten świat współtworzą. Pisarz konsekwentnie niczego nie upiększa, nie odsyła ku metafizyce, a nawet z lubością potęguje jego brzydotę, konkretność, cielesność, lecz z tych elementów buduje poezję dramatu, dziwnie poruszającą, liryczną. Tym, co najbardziej charakterystyczne, pozostaje perspektywa opisu świata – antyestetyczna, prymitywna, brutalna. Nie jest to wizja podszyta pogardą, lecz współczuciem, czułością. Wynika z przekonania, że jedyną sankcją świata, absolutem jest drugi człowiek. Skazany tak samo jak pisarz na własne ciało i kaleką świadomość.

„Twórczość” 2000 nr 10

List Andrzeja Wajdy do Pawła Miśkiewicza

Panie Pawle,

Oboje z Krystyną [Zachwatowicz] mieliśmy możliwość zobaczyć Pana spektakl Rajski ogródek na scenie PWST w Krakowie. Wrażenie, jakie zrobiło na nas to przedstawienie, każe mi napisać ten list, gdyż jest to najlepsza realizacja Różewicza, jaką widziałem, a widzieliśmy chyba prawie wszystko poza Córeczką w reżyserii Jarockiego.

Pana adaptacja tekstu czyni z Ogródka jakiś nieistniejący, a równocześnie najbardziej reprezentacyjny teatralny utwór Różewicza. Trudno zresztą w inny lepiej ukazujący nas w PRL.

Zachwyciła nas również Pana reżyseria tych młodych aktorów, którzy realizują Pana ideę z całym oddaniem i zrozumieniem, tworząc galerię niezapomnianych postaci.

Dawno nie byliśmy w teatrze tak w pełni usatysfakcjonowani jak tego wieczora, gdyż również inscenizacja i scenografia wspierały Pana ideę w sposób absolutny. Piękny, mądry i silny spektakl teatru, który niestety jest tak rzadki w naszych czasach.

Tym bardziej chcemy przekazać Panu nasze wyrazy podziwu i radości, życząc dalszych sukcesów.

Z wyrazami przyjaźni

Krystyna Zachwatowicz, Andrzej Wajda

21.01.2001 Kraków